Fundacja „Krwinka” zorganizowała dla swoich podopiecznych – dzieci z nowotworami – przedświąteczna imprezę w szpitalu im. Konopnickiej.
Elżbieta Budny, szefowa „Krwinki”: - Wiele maluchów Wielkanoc spędzi w szpitalu. Tu też mogą być święta. Tylko trzeba o to zadbać.
- Może jeszcze nie są zakochani, ale przecież mogą obchodzić święto miłości – mówi o swoich podopiecznych, dzieciach z oddziałów onkologicznych, Elżbieta Budny, szefowa Fundacji „Krwinka”.
Rozpiera go radość życia i energia. Widnieje na plakatach rozwieszonych w całej Polsce, wręcza ordery uśmiechu i spotyka się z kolegami ze szpitala. Grafik zajęć wypełniony. Chociaż Arek ma dopiero 12 lat. Ale już przeszedł więcej niż niejeden dorosły. Pokonał raka mózgu, o którym dowiedział się 2,5 roku temu.
To nowe hasło akcji społecznej, którą ludzie z Fundacji dla Dzieci
z Chorobami Nowotworowymi „Krwinka” zamierzają dodać sił chorym w całej Polsce.
Ponad pięćset osób przybyło wczoraj do Teatru Powszechnego w Łodzi na drugi Zjazd Pacjentów Wyleczonych i w Trakcie Leczenia Choroby Nowotworowej. Przyjechali z całego kraju. W większości byli to rodzice z dziećmi, które są w trakcie leczenia białaczki.
Wiedzą o tym byli i obecni pacjenci oddziałów onkologicznych, którzy spotkali się w niedzielę w Teatrze Powszechnym.
Sala Teatru Powszechnego pękała w szwach. Około 500 osób: pacjentów, ich rodziców, lekarzy, pielęgniarek i wolontariuszy, przyszło na II zjazd pacjentów wyleczonych i w trakcie leczenia choroby nowotworowej. Spotkanie zorganizowała fundacja „Krwinka".
Czy można zrobić biżuterię z makaronu, a przy tym zarobić? Tak. Wiedzą
o tym dzieci z oddziału onkologicznego w łódzkim szpitalu im. Konopnickiej. Dziś wspierają je firmy m.in. z Warszawy, Gliwic, Kutna, Łodzi.
Jeden ze sklepów w Manufakturze w ciągu półtora tygodnia sprzedał kilkadziesiąt naszyjników i bransolet. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że biżuteria wykonana jest z pomalowanego surowego makaronu, a stworzyły ją dzieci z oddziału onkologicznego szpitala
przy ul. Spornej.