Iga Krysztofiak

Wesprzyj

ostra białaczka limfoblastyczna

Iga Krysztofiak, 2 latka.

 

Do maja tego roku nasze życie wyglądało całkowicie normalnie. Od rana praca, szkoła starszego syna, żłobek Igi. Po południu wspólne zabawy, rowerowe wycieczki, spacery…

 

Od początku maja Iga zaczęła chorować. Infekcje pojawiały się częściej niż dotychczas i były dość lekkie w przebiegu np. kaszel trwał 2,3 dni i znikał. Iga po kilku dniach izolacji w domu wracała do żłobka i po 2 dniach kolejna „niewinna” infekcja. Ani my – rodzice ani pediatra nie dopatrywał się niczego niepokojącego twierdząc, że to wirusówki.

 

Po jakimś czasie doszły bóle brzucha i gorączka, która po podaniu dawki ibuprofenu znikała bez śladu i pojawiała się ponownie po kilku dniach. Nie dawało mi to spokoju i w pewnym momencie przestałam ufać lekarzowi rodzinnemu, że to kolejna infekcja wirusowa. Na początku myślałam, że to mogą być powikłania po szczepieniu, bo na koniec kwietnia Iga była szczepiona ostatnimi dawkami z kalendarza szczepień, ale lekarz to wykluczył. Intuicja rodzica podpowiadała mi, że podłoże tych dolegliwości tkwi gdzie indziej, chociaż nie brałam pod uwagę żadnego czarnego scenariusza – bałam się nawet pomyśleć o tym, że może jej dolegać coś poważniejszego.

 

W końcu trafiłyśmy na pediatrię do pobliskiego szpitala, bo Iga znowu miała gorączkę i płacząc, twierdziła, że boli ją brzuszek. Tam zrobili jej szereg badań – krew, mocz, usg. Wszystkie wyniki były prawidłowe, poza morfologią – miała lekką leukocytozę. Dostała kroplówki, leki przeciwgorączkowe i jej stan po 3 dniach się poprawił. Wróciłyśmy do domu z zaleceniem izolacji od żłobka i kontroli morfologii po 3 tygodniach.

Przez ten czas nie wystąpiły żadne niepokojące objawy poza tym, że Iga często płakała i była mocno absorbująca. Zgodnie z zaleceniem wykonaliśmy badanie i wyniki były już wtedy mocno niepokojące- spadek płytek krwi, niski poziom hemoglobiny, utrzymująca się leukocytoza. Jakby tego było mało Iga przewróciła się i złamała rączkę dzień przed wyznaczoną wizytą u hematologa. Z powodu słabych wyników morfologii i ze złamaną rączką trafiłyśmy na dalszą diagnostykę do szpitala przy ulicy Spornej w Łodzi i tu zaczęła się nasza przygoda z białaczką.

 

Na początku lipca nasz poukładany świat zawalił się w sekundę. Nasze plany, moją pracę, codzienne życie mojej rodziny zweryfikowały słowa lekarza, które dźwięczą w moich uszach do dziś: „Mamy wynik biopsji i już wiemy co jest Idze - to choroba szpiku, ostra białaczka.”

 

Po tych słowach wszyscy - cała rodzina, rozsypaliśmy się na milion kawałków.

 

Taka diagnoza to cios prosto w serce. To łzy, rozpacz, ogromny strach o życie dziecka i złość na cały świat. To milion myśli i pytań w głowie: dlaczego nas to spotkało?, czemu moje dziecko musi przez to przechodzić?, czym sobie na to zasłużyła, przecież jest taka malutka? Jak to możliwe, że dopiero co się urodziła a już musi toczyć walkę ze śmiertelną chorobą?... zwaliło nas to z nóg.

 

Początek leczenia był dla nas bardzo trudny. Iga się bała wszystkiego co ją otacza, nie dała się badać, prowadziła walkę z lekarzami, pielęgniarkami, i ze mną- matką. Miała w sobie ogrom złości. Nigdy tego nie zapomnę jak zamykała się w przedsionku szpitalnej sali, zaciskała pięści i patrzyła na mnie krzycząc z całych sił, jakby chciała mi powiedzieć „dlaczego pozwalasz robić mi krzywdę”.

 

Nie da się wytłumaczyć dwuletniemu dziecku, że to wszystko się dzieje dla jej dobra. Przy każdym pobraniu krwi w gabinecie zabiegowym słyszałam  „mamusiu ratunku, pomocy, boli” i serce mi pękało z żalu a łzy same leciały. Bezsilność w obliczu tych wydarzeń jest strasznym doświadczeniem dla każdego rodzica.  

 

Leczymy się już kilka miesięcy. Iga jest bardzo dzielna i zaprzyjaźniła się z całym szpitalnym personelem. To ciężkie leczenie i od początku mieliśmy świadomość, że będą wzloty i upadki w zależności od wlewanej chemii. Mamy za sobą zapalenie płuc, kilka dni ostrych biegunek, zapalenia błon śluzowych jamy ustnej i tzw. dołki w wynikach, kończące się transfuzjami.

 

Ile jeszcze powikłań przed nami? Czas pokaże.

 

Życie naszej rodziny się mocno zmieniło i przewartościowało.

 

Wszystko nagle przestało mieć znaczenie a dotychczasowe problemy okazały się absolutnie nieistotne w obliczu choroby naszej małej córeczki. Takie doświadczenie bardzo mocno utwierdza w przekonaniu co w życiu jest naprawdę ważne. Biopsje, punkcje, transfuzje krwi, kroplówki, worki chemii wlewane w moje dziecko i cała lista leków doustnych - to teraz nasza codzienność i dzielnie się z tym obie mierzymy.

 

W domu czeka na nas stęskniony starszy brat Igi, babcia, dziadek i tata, na którego barki w pełni spadły obowiązki domowe i opieka nad starszym synem. Iga zaakceptowała nową, niełatwą rzeczywistość ale tęskni bardzo za domem.

 

Widać to szczególnie kiedy wracamy tam na kilka dni  - radość jest wtedy ogromna.

 

* List napisany przez mamę Igi.

 

Możesz zrobić imienny przelew internetowy na rzecz Igi, kierując wpłatę z dopiskiem: Iga Krysztofiak na konto PKO BP nr 33 1440 1231 0000 0000 0184 1262.

Możesz przekazać darowiznę na rzecz Igi teraz, klikając przycisk: WESPRZYJ >

 


Program e-pity Copyright 2020-2021 e-file sp. z o.o. sp. k.