Kornelia Leśniak
Guz Wilmsa

We wrześniu 2025 roku Kornelka – nasze małe, ukochane dziecko – usłyszała diagnozę, której żadne dziecko nigdy nie powinno usłyszeć. Obustronny guz Wilmsa – nowotwór nerek z przerzutami do tkanek miękkich w klatce piersiowej. Nagle zamiast beztroskiego dzieciństwa pojawiły się szpitalne korytarze, wenflony, chemia, badania i strach o każdy kolejny dzień. Najpierw Kornelka dostała chemioterapię, która miała zmniejszyć guzy i przygotować ją do operacji. Później przyszedł jeden z najtrudniejszych momentów – operacja, podczas której usunięto jej prawą nerkę.
Lewa nerka, na szczęście, odpowiedziała na leczenie i guz w niej zniknął.
Myśleliśmy wtedy, że jesteśmy o krok bliżej końca tej koszmarnej historii. Ale dalej zostały guzki w klatce piersiowej i przed Kornelką wciąż było wiele miesięcy ciężkiego leczenia.
Kolejne cykle chemioterapii, 28 tygodni walki, radioterapia, pobyty w szpitalu, osłabienie, ból i skutki uboczne, które dla tak małego dziecka były ogromnym ciężarem. Patrzyliśmy na nasze dziecko, które zamiast biegać, bawić się i cieszyć dzieciństwem, musiało uczyć się żyć pomiędzy kroplówkami i kolejnymi badaniami. W lutym 2026 roku mała przeszła radioterapię, po której została skierowana na rezonans magnetyczny w celu sprawdzenia czy zastosowane leczenie przynosi efekty. I wtedy wydarzyło się coś, na co tak bardzo czekaliśmy. Badania pokazały, że nie widać już guza w organizmie Kornelki. Pamiętamy tę nadzieję. Pamiętamy ulgę. Po miesiącach strachu pierwszy raz pozwoliliśmy sobie pomyśleć, że może naprawdę wygraliśmy. Że może teraz wreszcie zacznie się normalne życie. Że Kornelka jest zdrowa. Mała skończyła leczenie w czerwcu 2026 roku, którego ostatnim elementem był rezonans magnetyczny w celu potwierdzenia braku nowych ognisk nowotworowych. Niestety… choroba postanowiła po raz kolejny odebrać nam spokój.

W badaniach pojawiła się nowa większa zmiana w miejscu wcześniejszego występowania w obrębie klatki piersiowej, Znów pojawił się strach, którego tak bardzo nie chcieliśmy już znać. Kolejne badania, konsultacje, rezonans, tomografia, laparoskopia, badanie histopatologiczne… I znów usłyszeliśmy słowo, którego każdy rodzic boi się najbardziej. Wznowa, co więcej z dodatkowym przerzutem do płuc. Kornelka po raz kolejny musi walczyć o swoje życie. Dziś ponownie przechodzi przez jeszcze bardziej intensywne leczenie. Jej maleńki organizm jest wyniszczony kolejnymi cyklami chemioterapii. Parametry krwi potrafią dramatycznie spadać. Płytki krwi osiągały wartości zaledwie kilku tysięcy, dlatego wielokrotnie konieczne są kolejne transfuzje. A my znów siedzimy przy jej łóżku i patrzymy na nasze dziecko, zastanawiając się, ile jeszcze będzie musiała znieść. Kornelka ma tylko jedno dzieciństwo. Dzieciństwo, które powinno być pełne zabawy, śmiechu, beztroski i poznawania świata. Zamiast tego jej codziennością stały się szpital, badania, chemia i walka z chorobą. A mimo wszystko ona wciąż potrafi się uśmiechać. Wciąż potrafi przytulić się do nas. Wciąż potrafi cieszyć się drobiazgami. Wciąż daje nam siłę, choć to my powinniśmy dawać ją jej. Kornelka jest naszym małym wojownikiem.
Nie wiemy, ile jeszcze razy przyjdzie nam się bać. Nie wiemy, ile jeszcze trudnych dni przed nami. Wiemy jednak jedno – nie zamierzamy się poddać. Będziemy walczyć razem z nią tak długo, jak będzie trzeba. Bo Kornelka nie jest dla nas statystyką, przypadkiem medycznym ani kolejnym numerem w historii choroby. To nasza córeczka. Nasz cały świat. I najbardziej na świecie chcemy usłyszeć kiedyś te trzy słowa: „Kornelka jest zdrowa.”